Joanna Kołaczkowska i walka z nowotworami: Czy kancerofobia uśpiła czujność lekarzy?
Śmierć Joanny Kołaczkowskiej w lipcu 2025 roku była ogromnym ciosem dla całej Polski. Wybitna artystka kabaretowa, znana ze swojego niepodrabialnego poczucia humoru i niezwykłej energii, zmarła w wieku 59 lat po walce z wyjątkowo agresywnym nowotworem mózgu – glejakiem. W kontekście jej wcześniejszych zmagań z rakiem i panicznym lękiem przed jego nawrotem (kancerofobią), często pojawia się pytanie o to, czy wcześniejsze decyzje medyczne mogły zmienić bieg wydarzeń.
Zrozumiałe jest szukanie odpowiedzi i winnych, gdy odchodzi ktoś tak bliski i kochany przez publiczność. Jednak aby odpowiedzieć na pytanie, czy gdyby lekarz nie odesłał Joanny do psychologa, artystka mogłaby żyć, musimy spojrzeć na fakty medyczne i chronologię jej chorób.
Pierwsze starcie z chorobą: Czerniak i kancerofobia
Historia medyczna Joanny Kołaczkowskiej była naznaczona ogromną traumą już wiele lat przed jej śmiercią. Będąc w czwartym miesiącu ciąży, usłyszała diagnozę, której boi się każdy – nowotwór (czerniak na nodze). Konieczna była operacja. Wywołało to u niej potężny szok i paraliżujący strach nie tylko o własne życie, ale przede wszystkim o zdrowie i przyszłość jej nienarodzonego dziecka.
Choć pierwsze leczenie zakończyło się sukcesem, psychika artystki mocno ucierpiała. Rozwinęła się u niej silna kancerofobia – paniczny, obezwładniający lęk przed rakiem.
🗣️ Słowami Joanny Kołaczkowskiej – O lęku przed diagnozą
“Byłam w czwartym miesiącu, kiedy mi go usuwali. Przeżyłam straszliwy szok, kompletna szajba, przez miesiąc nie pamiętałam, że jestem w ciąży, byłam absolutnie przerażona. Nie wiedziałam, co dalej ze mną będzie, co z dzieckiem, czy nie będą mi robić jakiejś chemii, która będzie mogła mu zaszkodzić. To była rozpacz.”
“Ciągle się bałam, że mam gdzieś raka, co chwila chodziłam do lekarzy i domagałam się nowych badań, prześwietleń, rezonansów, tomografów. W końcu wysłali mnie do psychologa.”
Decyzja lekarzy o skierowaniu artystki po pomoc psychologiczną była reakcją na jej obsesyjne doszukiwanie się wznowy choroby, które zaczęło przejmować kontrolę nad jej życiem. Jak sama artystka wyznała po latach, jej terapia trwała aż 10 lat (zakończyła ją w grudniu 2019 roku). Dopiero praca ze specjalistą pomogła jej zrozumieć prawdziwe źródło tego strachu.
Słowami Joanny Kołaczkowskiej – O terapii i prawdziwym podłożu strachu:
“Przeżywałam głęboki lęk przed cierpieniem, utratą bliskich, odejściem, ale przede wszystkim przed tym, co to będzie, jak mnie nie będzie. Możliwe, że chodziło mi o utratę kontroli nad tym, co się będzie działo w mojej sprawie. Że nie będę mogła kontrolować, co się będzie o mnie mówiło, czy mnie ktoś będzie pamiętał, co się stanie z moimi rzeczami.”
Czym jest kancerofobia i jak się objawia?
Kancerofobia to silne zaburzenie lękowe polegające na obezwładniającym, panicznym strachu przed zachorowaniem na nowotwór. Do jej głównych objawów należą:
„Shopping medyczny” i wymuszanie badań: Pacjent nie ufa prawidłowym wynikom. Wciąż odwiedza nowych lekarzy, domagając się powtarzania inwazyjnych lub kosztownych badań.
Kompulsywne samobadanie: Obsesyjne sprawdzanie swojego ciała w poszukiwaniu guzków czy asymetrii.
Nadinterpretacja zwykłych dolegliwości: Każdy ból głowy czy zmęczenie są interpretowane jako dowód na raka.
Ataki paniki i somatyzacja lęku: Myśl o raku wywołuje realne objawy fizyczne: duszności, kołatanie serca, bezsenność i przewlekły stres.
Zachowania unikowe lub obsesyjne: Chory potrafi spędzać godziny czytając fora onkologiczne, albo wręcz przeciwnie – panicznie omijać szpitale z lęku przed usłyszeniem wyroku.
Dlaczego skierowanie do psychologa było słuszne?
Z dzisiejszej perspektywy i wiedzy o jej późniejszej chorobie, można ulec złudzeniu, że zbagatelizowano objawy. Prawda jest jednak inna.
To nie było zastępstwo diagnostyki: Skierowanie do psychologa nie oznaczało, że lekarze przestali ją badać. Wynikało ono z faktu, że ciągłe poszukiwanie choroby niszczyło jej psychikę.
Wsparcie zdrowia psychicznego: Wyleczenie ciała z nowotworu to tylko połowa sukcesu w onkologii; drugą jest pomoc pacjentowi w radzeniu sobie z lękiem przed wznową. Skierowanie na terapię było pożądanym działaniem medycznym, które – jak sama przyznała – przyniosło jej ulgę.
Regularne kontrole: Artystka, świadoma swojego wywiadu onkologicznego, przez cały czas i tak pozostawała pod stałą opieką medyczną.
Drugi nowotwór: Bezkompromisowy glejak
Tragiczny finał tej historii nie ma związku z czerniakiem sprzed lat, ani z rzekomym “usypianiem czujności” przez psychoterapię. Wiosną 2025 roku u Joanny Kołaczkowskiej zdiagnozowano zupełnie nową, odrębną chorobę – glejaka wielopostaciowego mózgu.
Glejak to pierwotny nowotwór, który należy do najbardziej agresywnych i nieprzewidywalnych raków.
Cichy rozwój: Glejaki potrafią rozwijać się przez długi czas, nie dając niemal żadnych specyficznych objawów. U Joanny od jakiegoś czasu pojawiały się zmęczenie i omdlenia, które początkowo próbowano tłumaczyć spadkami ciśnienia.
Zastraszające tempo wzrostu: Kiedy guz zaczyna dawać wyraźne objawy neurologiczne, często jest już w zaawansowanym stadium, błyskawicznie naciekając na zdrowe tkanki.
Rokowania: W przypadku złośliwych glejaków medycyna często jest bezradna, a średni czas przeżycia wynosi zaledwie od kilkunastu do kilkudziesięciu miesięcy, niezależnie od tego, na jak wczesnym etapie wdrożono leczenie. Z tą samą chorobą mierzyli się m.in. ks. Jan Kaczkowski czy polityk Tomasz Kalita.
Podsumowanie: Czy mogła żyć?
Odpowiadając wprost na pytanie: Nie, decyzja lekarza o wysłaniu Joanny Kołaczkowskiej do psychologa lata wcześniej nie przyczyniła się do jej śmierci.
Kancerofobia, z którą zmagała się po czerniaku, była realnym, trwającym dekadę zaburzeniem lękowym, które wymagało specjalistycznego wsparcia. Terapia pomogła jej odzyskać spokój i kontrolę nad życiem. Kiedy wiele lat później uderzył glejak, był to zupełnie nowy, biologicznie bezwzględny przeciwnik. Bliscy artystki potwierdzili, że po diagnozie guza mózgu natychmiast przeszła operację i otrzymała najlepszą możliwą opiekę, wyczerpując wszystkie znane medycynie formy leczenia. W przypadku tak agresywnych nowotworów układu nerwowego, współczesna onkologia, bez względu na szybkość działania, wciąż zbyt często przegrywa.